Wicher czmychną miedzy stertą starych, przykrytych wiekową warstwą drobin i owadzich ekstrymentów papirusów. Zawijał wśród skręconych pergamentów, głębiących się jednym na drugim po małej komnacie wyłożonej ciemnym i zimnym kamieniem, lekko muskając postrzępione krańce każdego z zwoi. Panował wieczorny mrok, bezchmurne niebo zrodziło tysiące gwiazd, które wraz z księżycem rzucały swój blask na polany otaczające wielką w niebo sięgającą budowlę. Cząstka promieni wpadała przez niewielki otwór na wzór okna w kamiennej ścianie. Padając na wychłodzoną posadzkę rozpraszały się oświetlając przytłumionym światłem poprzewracane tobołki, stoły eksperymentalne oraz liczne pokaźnych rozmiarów regały z dębowego drewna, wypełnionymi po brzegi starymi tomami tajemniczej wiedzy różnorakiego gatunku, sprawiającymi wrażenie walczących o każdy skrawek przestrzeni w tym uścisku. Oświetlana również była siedząca na jednym z drewnianych taboretów postać, która pochylała się nad starym utwierdzonym do stołu za pomocą kałamarza pergaminem. Uważnie śledziła każde napisane słowo ujawniające się w świetle zaczarowanej świecy, której niebieski płomień przypominał dwoje tańczących wkoło lontu diabłów nawzajem wycinających sobie psikusy. Człowiek sędziwego wieku, na którego twarzy widoczne było piętno czasu przeżytych wielu ludzkich pokoleń odziany był w skromną szatę, parę poniszczonych butów oraz starą wyblakłą do szarości tiarę o nadzwyczajnie szerokich jak na kształt parasola brzegach. W ustach trzymał skamieniały korzeń mandragory, który powykręcany w dziwaczny sposób przypominał fajkę. W jednym z jego dołków tliła się słabym płomieniem niewielka ilość wysuszonych liści bagiennej orchidei, która słynęła z swoich leczniczych właściwości będąc inhalowana. Ślęcząc nad topolowym stołem i oddając się swoim codziennym praktykom nagle przeszył go dziwny dreszcz. Czarodziej niczym rażony piorunem wstał od stołu nie zauważywszy iż łokciem potrącił z miedzianej podstawy magiczną kulistą sferę, która tocząc się swawolnym tempem po stole wydawała z siebie poskromiony szept tysiąca wyjących dusz. Nim czarodziej się zorientował co poczynił sfera znalazła się już za rantem stołu lecąc z impetem ku posadzce. Daremne były starania uchwycenia kuli gdyż niczym z własnej woli unikała wciąż to próbujących złapać ją w agonii przed wybuchem postarzałych dłoni prestidigatora. Kula implodując na posadzce wybuchła z ogromną siłą spowijając wszystko w gęstym dymie. Starzec rażony eksplozją odrzucony został w regały powodując nieznośny harmider. Gdy dym się rozwiał a starzec odzyskał na tyle sił by się ponownie unieść jego wzrok skierowany był na starą poplamioną karmazynowym atramentem księgę spoczywającą między jego stopami. Schylając się po stary rękopis rozległ się donośny strzyk z jednego, z kręgów starego człowieka, następnie halę wypełnił cichy jęk i multum przeróżnych przekleństw nachodzących brzmieniem na siebie, które przeciętne ucho już dawno nie słyszało. Gdy atmosfera się nieco uspokoiła nestor otworzywszy księgę nieco się zamartwił. Stare stronnice były strasznie poniszczone i gdzieniegdzie wśród spopielonych skrawków i poplamionych stronic widniały resztki wyrazów. Wyłapując szczątki informacji doszedł do wniosku iż w księdze zawarte były doniesienia o dawno zapomnianej legendzie opisującej proroka otchłani oraz niebezpieczeństwo grożące gdy wtem tajemnicza postać się objawi wśród prostego ludu. Umysł starego czarownika przeszył błysk gdy odczytał znaki, które zwiastują przybycie ów zjawy przypominającej człowieka. Dodając jeden do jednego szybko się wezbrawszy sięgnął po poskręcany z sosnowego drewna kostur po którego długości widniało wiele poczerniałych sęków i uszczerbków magicznych praktyk. Po trzykroć stuknąwszy w posadzkę przywołał swojego młodego adepta i kazał mu w pośpiechu obwieścić, iż zwerbuje każdego śmiałka wewnątrz jak i poza granicami królestwa który wyraża chęć zdobycia niezliczonych skarbów i sławy by udał się najprędzej jak to tylko możliwe na poszukiwania owego proroka. Nim odesłał ucznia wręczył mu krótki opis zjawy jak i listę zakupów jakie musi dokonać z powodu zniszczeń jakie dokonały się w laboratorium.
Oto krótki opis nowej serii questów. Ten quest jest wstępem do kampanii pt. Strażnik Otchłani
Kampanię rozpocząć może każdy gracz. Jest ona wieloetapowa i raczej w pojedynkę nic nie zdziałamy także zalecam wam aby zbierać się w grupach i dopiero wtedy przystępować do jego realizacji.
Dalsze inforamacje o postępie prac nad tym zadaniem będą pojawiały się na stronie ” Pracownia „
Dziękujemy Naz-owi za pomoc w opracowaniu fabularnym tegoż zadania.
Siedziba rady Azzan późne popołudnie:
W komnacie słychać nerwowe kroki postaci odzianej na czarno, zbliżającej się do kamiennego stołu. Nagle postać uderzyła pięścią w jego blat z taką siłą iż stojący tam puchar z winem poderwał się w powietrze.
Radny Migel – I WY SIĘ NAZYWACIE NEKROMANTAMI, WOJOWNIKAMI MROKU?!!! ile jeszcze pozwolicie się wodzić za nos tej Valerii i jej marnym rycerzykom?!!!.
Generał Kort’az – Panie te mury są pilnie strzeżone nie wspominając już o zakonie paladynów.
Radny Migel ? ZAMILCZ GŁUPCZE! Nie obchodzi mnie ile ona ma wojska, macie tam wkroczyć i ją zabić albo pojmać. Wezwij demony i licze jeśli zajdzie taka potrzeba!.
Generał Kort’az – *Przerażony* Z całym szacunkiem Lordzie ale w murach nic nie zdziałamy. Możliwe jednak, iż istnieje ktoś kto nam może pomóc. Jeden z jej bliskich poddanych.
Radny Migel – Dlaczego sądzisz że ktoś taki nam pomoże *spojrzał na Korta?za zaciekawiony*.
Generał Kort’az – Moi szpiedzy donoszą iż to on stoi za śmiercią Arcymaga, a następnie sam poprowadził śledztwo w tej sprawie zacierając wszelkie ślady.
Radny Migel – Dobrze więc zobaczmy co z tego wyniknie. Mianuje cię Generałem mej armii i Tobie powierzam skontaktowanie się z tym valeryjskim szubrawcem. Jeśli faktycznie jest zdrajcą masz mu udzielić wszelkiej pomocy w zgładzeniu albo pojmaniu Księżniczki. Koszt nie gra roli, zapłać mu ile będzie trzeba.
Generał Kort’az – Dobrze Lordzie Mogel *Kłania się* nie zawiodę cie Panie.
Radny Migel – Oby, bo Twój awans skończy się śmiercią zamiast zaszczytów.
Generał Kort’az – *z przerażeniem na twarzy opuszcza komnatę w milczeniu*
Następnego dnia wczesnym rankiem
Generał Kort’az wraz z posłańcem oraz kilkoma nekromantami czeka na odpowiedź szlachcica z Valerii
Szpieg – generale zmierza do nas ktoś z miasta. Jest sam
Generał Kort’az – To na pewno on, czekamy spokojnie nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, nie chce tu walki
Nekromanci – ROZKAZ GENERALE !
Tajemniczy szlachcic – Dostałem waszą wiadomość. Skoro nie *hic* wysłaliście po mnie oprawce to zapewne chcecie czegoś odemnie *hic*. Słucham więc, tylko się streszczaj pókim cierpliwy *hic* . *pociąga łuk z piersiówki*.
Generał Kort’az – Wiemy żeś odpowiedzialny za śmierć arcymaga, co bardzo nam pomogło zresztą chce byś jeszcze w czymś nam się przysłużył.
Tajemniczy szlachcic ? Hmm złota nigdy za wiele słucham *hic*.
Generał Kort’az – pomóż nam dostać się do księżniczki. Nie będę tu przedłużał, chcemy ją zgładzić i sądzimy że i Tobie będzie to na rękę.
Tajemniczy szlachcic – Zgładzić ja?!. Wolne żarty? Próbowałem *hic* ją otruć ale chroni ją prastara magia, a w księgach nie znalazłem sposobu jak *hic* zdjąć to zaklęcie. Nawet *hic* śmierć Arcymaga nic nie wskórała, *hic* wasza czarna magia też tu nic nie da.
Generał Kort’az -*zastanawia się* widzę że nie masz oporów w jej usunięciu, dobrze więc *rzuca na ziemie mieszek złota* wyprowadź ją z miasta. My zajmiemy się resztą. Znam miejsce z którego nigdy nie ucieknie.
Tajemniczy szlachcic – *podnosi mieszek z ziemi* *hic* Dobrze *szyderczy uśmiech* Jutro z samego rana czekajcie w tym lesie *pokazuje palcem na ówcześnie rozwiniętej mapie* jeśli ona *hic* zniknie ja wreszcie zdobędę co mi się należy, a wam straż da spokój gdyż w mieście zapanuje chaos poszukiwań *hic*. Jednak jeśli mnie zdradzicie to nawet wasza mroczna magia was przede mną nie uchroni.
Lasy nieopodal Stolicy Valerii następnego poranka
Jak zaplanowano Szlachcic udał sie z Valerią oraz skromną eskortą na polowanie ku przerażeniu księżniczki w lesie oczekiwała ich armia Nekromantów, która błyskawicznie rozprawiła się z eskortą władczyni
Księżniczka Valeria – *patrzy na martwe ciała strażników* TO ZASADZKA CO TU SIĘ DZIEJE RATUJ MNIE PRZYJACIELU!!!
Generał Kort’az- Przyjacielu !? *wybucha gromkim śmiechem* dobrze się spisałeś panie, a oto reszta twojej zapłaty *rzuca na ziemie mieszek złota* . NEKROMANCI POJMAĆ JĄ I ZWIĄZAĆ !!!
Tajemniczy Szlachcic - *podnosi mieszek z ziemi* *hic* żegnaj Pani *Wybucha gromkim śmiechem po czym odjeżdża w kierunku miasta*
By Sorgar
Korekta _Naz
Niestety w królestwie zapanował wielki smutek. Księżniczka została porwana prawdopodobnie przez podstępnych magów z Azzan. Jednak wieści te nie są potwierdzone czy to na pewno Oni. Jednakże ogłaszamy wszem i wobec iż wielka wyprawa się szykuje jak i Zakon Valerii przy pomocy Druidów próbują znaleźć jakowy punkt zaczepienia przeszukując wszystkie dostępne tereny.
W związku z tym zachęcam wszystkich graczy aby logowali się do gry. I Ci starsi i Ci nowi. Potrzebujemy was aby dalej się rozwijać i apeluję o jak najliczniejsze logowanie się do gry !
Regulamin obowiązujący w tym zadaniu możecie przeczytać : TUTAJ
Po ostatniej rozmowie z Xarenem ustaliliśmy iż udaję się on na urlop bezterminowy. Zawirowania w życiu prywatnym niestety póki co nie pozwalają mu na poświecenie zbyt dużo czasu dla serwera. Coż nie zawsze wszystko układa siępo naszej myśli ale życzymy powodzenia.
Z tego miejsca dziękuję Xarenowi w imieniu reszty Ekipy jak i Graczy szybkiego uporządkowania wszystkich swoich spraw i możliwie najszybszego powrotu do nas. Jesteśmy z Tobą!
Jako że ostatnio mamy zastój zarówno questów jak i prac skryptowych w związku z tym na stronie pojawi się obok zakładki changelog nowa kategoria. A jest to dział Pracownia czyli w skrócie TODO list. Tam wymienię obecne cele i zadania oraz stopień ich zaawansowania zarówno dla kwesti fabularnych oraz mechaniczno/skryptowych. Zapraszam do jej czytania. Oczywiście zachęcam nadal do tworzenia nowych wątków w dziale propozycje na forum a nóż widelec kolejny fajny pomysł zostanie wcielony do gry.
Zatem do dzieła Ekipanci pokażmy że mamy jeszcze wiele niespodzianek dla naszej BiM-owej społeczności!
Witam.
Chciałbym poznać wasze zdanie odnośnie następującego pomysłu :
System Bossów v 1.0
System polega na wypełnieniu questa związanego z następującymi bossami :
Strażnik Wody
Strażnik Ognia
Strażnik Powietrza
Strażnik Ziemi
Każdy z nich to osobny quest polegający na serii zadań których koronacją jest właśnie możliwość walki z głównym bossem. Strażnikiem przedstawionych wyżej żywiołów. Questy będą na podobnej zasadzie jak znane wam wszystkim doom. Każdy z tych bossów po pokonaniu oddaje specjalny amulet. Każdy z tych amuletów oddacie postaci zlecającej dane zadanie a w zamian otrzymacie wskazówki które pomogą wam w odnalezieniu przejścia do głównego Bossa.
Co sądzicie o tym pomyśle ? Specjalnie nie zdradzam reszty szczegółów ale chcemy stworzyć epicką przygodę troche w stylu wow i innych mmo.
Czekam na wasze opinie oraz dodatkowe pomysły a to wszystko umieszczajcie w tym wątku na forum : FORUM
Wczoraj do Ekipy naszego serwera dołączyli Sorgar oraz Roni. Póki co chłopaki odświeżają sobie jeszcze wszystkie komendy oraz zapoznają się z nasza mapą.
Mamy nadzieję że umilą wam czas nowymi zadaniami oraz zaopiekują się również młodymi graczami.
Zatem w imieniu moim oraz reszty ekipy życzę owocnych questów i miłej rozgrywki.
Ekipa BiM2
Galter to z wyglądu przeciętny niziołek. Pucołowata buźka z dołeczkami na policzkach, ciemno zielone oczy oraz krzaczaste brwi i bujna fryzura oraz owłosione nieproporcjonalne duże stopy. Nosi ciemno brązową szatę, za pas ma wepchnięty sierp oraz kilka woreczków z rożnymi ziołami i fajeczkami. W reku dzierży mandolinę a u jego boku drepcze sobie jego wierny wilczy przyjaciel Merkas. Galter ponad wszystko ceni sobie dobra strawę, wyszukane zioła oraz święty spokój. Uwielbia siedzieć wieczorami przy ognisku na łonie natury pykać sobie fajeczkę grac na mandolinie oraz opowiadać podróżnym witającym w jego strony o wielkich przygodach jakie przeżył. Tak ów niziołek jest leśnym druidem a oto jedna z jego historii która opowiedział zagubionemu kupcowi.
Pamiętam jak dziś działo się to zanim Ty ów podróżny anim twój dziad przyszliście na świat. Był upalny bezwietrzny dzień. Siedziałem sobie jak zwykle pod tym oto dębem popalając fajeczkę i pisząc nowa balladę o pięknej rusałce która objawiła mi się nad rzeka kilka tygodni temu podczas jednej z moich długi przechadzek. U boku mego leżała moja wierna wilczyca Barejka. Była to pra-pra-pra babka Merkasa. Dzień zapowiadał się jak każdy inny nic nie zapowiadało tego ze ów letni gorący dzień przejdzie do historii wszystkich druidów i nie tylko. Czyste i przejrzyste dotąd niebo z którego lał się żar w jednym momencie przysłoniły ciemne i ciężkie chmury. Wyczułem iż coś jest nie tam gdyż zwierzęta w lesie były spłoszone nawet ma Barejka będąc zazwyczaj oaza spokoju dreptała w kolko skamlając jakby bolał ja ogon. Postanowiłem wiec przygasić fajeczkę zarzucić mandolinę na plecy i przejść się porozmawiać z mymi braćmi o tym co może być przyczyna tego stanu rzeczy. Wchodząc do naszego gaju słyszałem wielka wszawe. Rozmawiała tam cala nasza starszyzna o jakimś nadciągającym z północy zagrożeniu. Na początku nie mogłem się dowiedzieć cóż to za zagrożenie. Starsi zwołali więc zebranie w jednym momencie w gaju pojawili się wszyscy moi bracia nawet Ci który wybrali się kilkanaście lat temu w oczyszczająca samotna podroż aby założyć własny Gaj. Na oko było nas tam z dwieście osób. W pewnym momencie przemówił Najstarszy Druid i rzekł:
-Słuchajcie moi bracia. Nadciąga na nas z północy wielka plaga zła która zaburzy cała ziemska równowagę ale także … – pozostali bracia zaczęli szeptać miedzy sobą, można było wyczuć wielkie przejecie ? cisza bracia ? rzekł Najstarszy – … ale także może zagrozić a powiem więcej na pewno zagrozi istnieniu naszych świętych gajów.
Wnet zabrał głos zabrał głos jeden z druidów zasiadających w radzie:
-Słuchajcie bracia, nie będę tutaj owijać w bawełnę powiem wprost z mostu. Straciliśmy kontakt z naszymi do tej pory najsilniejszymi sprzymierzeńcami. Tak mam na myśli Smoki Czerwone z gór wysokich daleko na północ stad. Nie możemy nawiązać z nimi żadnej więzi telepatycznej boimy się, że ów stan może być wywołany albo przez to iż równowaga pomiędzy dobrem a złem została zakłócona albo jakimś niewyjaśnionym cudem nasi smoczy przyjaciele stracili kryształ umożliwiając nam kontakt z nimi który im podarowaliśmy ponad 2 tysiące lat temu na znak pokoju pomiędzy nami. – miedzy druidami oraz adeptami takimi jak ja można było wyczuć niepokój oraz poddenerwowanie ? nie mamy innego wyjścia bracia musimy po pierwsze udać się pod stolice zobaczyć czy zakłócenie równowagi nie pochodzi stamtąd, po drugie udać się pod miasto orków i zobaczyć co mi nie w smak czy u nich się nic nie dzieje, po trzecie pójść do starego lasu i zaczerpnąć rady Entow oraz drzewców oraz, po czwarte udać się w Góry Wysokie do smoków. Wraz z moimi braćmi z rady postanowiliśmy podzielić nas na kilka grup i porozdzielać miedzy nimi zadania jakie maja wykonać. Oczywiste jest to, iż cześć nas zostanie tutaj aby chronić Najświętszy gaj.
Po tym jak Starszyzna skończyła przemówienie zaczęła swe słowa zamieniać w czyny. Podzielili nas. Naturalnie największa grupę tworzyli Ci braci którzy mieli udać się w stronę gór gdyż najprawdopodobniej stamtąd pochodziło zagrożenie i zgadnij w której grupie znalazłem się ja mój zagubiony przyjacielu? Tak jako jedynemu adeptowi przypadło mi udać się wraz ze starszyzna i innymi braćmi w stronę gór. Czasu było nie dużo wiec musieliśmy się szybko owinąć i ruszyć w podroż. Nagle jeden z braci rzekł do naszego najstarszego który miał udać się wraz z nami w stronę gór gdyż on jako jedyny żyjący druid pamięta czasy w których wręczono magiczny kryształ Smokowatym:
-Podczas swej samotnej podroży nawiązałem kontakt z centaurami zamieszkującymi lasy nieopodal Smoczej Jamy oraz udało mi sie postawić tam kilka run które w razie potrzeby pozwoliłyby nam otworzyć wielki portal. Weź oto te runy które pozwolą nam zaoszczędzić masę cennego czasu.
Gerdanos, bo tak zwie sie najstarszy przyjął ów kamienie z wielkim uśmiechem i powiedział:
-Doskonale bracie widzę, iz nauki jakie tutaj pobrałeś nie poszły na marne. Zatem bracia otworze tylko Portal miedzy nami a Centaurami i ruszamy w drogę.
Najstarszy położył ów kamienie w niewielkim kręgu i zaczął mówić mowa Drzewców kilka nie zrozumianych wtedy jeszcze przeze mnie słów. Nagle stanął przed nami duży jasnozielony portal przez który jak przez mgle było widać góry. Starszy rzekł:
-Wiec ruszajmy w podroż i wyzbądźmy się strachu z naszych serc.
Mając jedna rękę ciągle przy pasie za który wetknąłem sobie sierp wziąłem głęboki wdech i postawiłem pierwszy krok gdy nagle przez portal wbiegła grupa rannych i wypłoszonych centaurów.
-Nie wiem jakim cudem Druidzi otworzyliście portal ale zrobiliście to w ostatniej chwili, nasze plemię zostało praktycznie doszczętnie zniweczone jesteśmy ostatnia grupa która przeżyła. Naszego władce opętał jakiś demon robił rzeczy nienormalne mordował inne zwierzęta, urządzał polowania na kopców a kilka dni temu zniknął. Dwie klepsydry temu w naszym mieście pojawili się jaszczurowate i wymordowali praktycznie nas wszystkich. Błagamy was o pomoc jeden ze zwiadowców zanim został dźgnięty dzida zdążył powiedzieć ze widział jak Władca udał się w strunę smoczej jamy- rzekły przerażone centaury
-Dobrze ze tutaj przybyliście ? odpowiedział najstarszy ? tutaj nie macie się czego bać przez portal nie przejdą stworzenia siejące zagładę. Zostańcie tutaj moi bracia opatrzą wasze rany my natomiast ruszamy aby dowiedzieć się co się dzieje w waszych okolicach. Bracie!! Przywołajcie swych najtwardszych zwierzęcych sprzymierzeńców czeka nas nie lada wysiłek. Ruszajmy wiec !! – rzekł starszy po czym wzniosły dłonie w gore.
Nagle z lasu przybiegł do naszego najstarszego piękny srebrzysto-biały jednorożec którego Gerdanos dosiadł. Ja pogłaskałem swa wilczyce i chwile później wszyscy przeszliśmy przez magiczna bramę. Mym oczom ukazał się przerażający widok. W dali było można dostrzec ów jamę lecz dookoła nas były zgliszcza, powycinane drzewa oraz stosy martwych centaurów. Nie można było pozbyć się także odoru rybich odchodów oraz rybiego śluzu. Ledwo co powstrzymywałem się od zwrócenia niedawno spożytej strawy. Najstarszy rzekł:
-Ruszajmy wiec!! Bracia miejcie się cały czas na baczności!!
Jak Gerdanos rzekł tam zrobiliśmy ruszyliśmy wiec w stronę groty. Idąc podziwiałem piękne zwierzęta jakich dosiadali moi bracia. Jeden jechał na pięknym czysto białym niedźwiedziu drugi natomiast miał u swego boku piękna bojową klacz inny natomiast dosiadał magicznego lisa. Wiele by tu wymieniać mój przyjacielu wróćmy jednak do tego co działo się tego feralnego dnia. Będąc wiec już coraz bliżej smoczej jaskini mijaliśmy to coraz mniej spustoszałe tereny. To znaczy do okola było więcej roślin. Nie mogliśmy jednak pozbyć się rybnego odoru. Będąc już praktycznie na wyciągniecie reki od groty jednego z mych braci idącego obok mnie przeszyła wielka drewniana dzida. Bylem w szok gdyż pierwszy raz wtedy widziałem jak zostaje zabita żywa istota. Chwile później z za drzew wybiegło kilka tuzinów rybo ludzi oraz jaszczuroczlekow. Bylem przerażony chwyciłem tylko sierp u mego boku pogłaskałem ma wilczyce i zacząłem machać sierpem przed sobą. Do głowy wtedy przyszedł mi jeden z pradawnych zaklęć jakich uczył mnie najstarszy wiec zaparłem się mocno na ziemi ugiąłem lekko nogi i zacząłem wypowiadać takie słowa jakich uczył mnie Gerdanos. Po chwili przede mną ukazała się niewielkich rozmiarów wróżka która momentalnie zaczęła ciskać zaklęciami w nadciągających agresorów. Widziałem tylko jak padają po kolei spojrzałem w tym czasie na naszego najstarszego. Ten zsiadł z wierzchowca który chwile później zaczął ciskać piorunami w rybostwory a on zam wziął do reki kawałek gałązki i w jednym momencie zamienił się w wielkiego i potężnego drzewca. Widok miotanych przez niego ryboczlekow był niesamowity lecieli oni przynajmniej na odległość paręnastu jak nie paruset stop. Będąc wpatrzonym w swego mentora nie zauważyłem jak jeden z jaszczuroczlekow obali mnie. Zimno jego ostrza już praktycznie czułem na swym gardle gdy w jednym momencie ma wilczyca rzuciła mu się do gardła pozbawiając nikczemnika tchu. Sam szybko się podniosłem chwyciłem ponownie sierp i ruszyłem w stronę jednego z braci aby wspomóc go w boju. Starcie nie trwało zbyt długo, ponieważ gdy człowiekowate zorientowały sie ze jest już ich tylko garstka zawrócili i zaczęli uciekać. Chwile później Gerdanos przybrał ponownie ludzka postać i przemówił:
-Bracia przed nami grota o której mówiliśmy w Gaju. Miejcie sie tutaj na baczności gdyż to co teraz zobaczycie dla wielu z was będzie wielkim przeżyciem i szokiem. Zatem Ruszajmy!!
I tak za słowami naszego Najstarszego weszliśmy do groty. Ujrzałem wtedy przepiękne malowidła na ścianach, stosy złota i drogocennych kamieni oraz ku memu zdziwieni żadnego smoka nawet pisklaka. Gerdanos rzekł jeszcze abyśmy nie ruszali żadnych z przedmiotów gdyż smoki są strasznie z nimi związane oraz abyśmy zachowali cisze. Biorąc sobie do serca rady starszego lekko przykucnięty ruszyłem za reszta swych braci. Szliśmy długimi korytarzami, przechodziliśmy przez wielkie jamy lecz nie było widać żadnego smoka. W pewnym momencie na końcu najdłuższego korytarza dostrzegliśmy wraz z braćmi grupę smoków oraz stojącego na wielkiej kupie złota centaura trzymającego coś w rekach i krzyczącego w jakimś nieznanym mi języku coś do smoków. Gerdanos zwrócił się do dwóch najstarszych druidów:
-Bracia przypomnijcie sobie wszystkie me nauki i ruszajmy ? po czym odwrócił głowę do reszty i powiedział ? wy moi drodzy miejcie się na baczności oraz obserwujcie wszystko dookoła.
Chwile później najstarszy ponownie przemienił się w Enta a 3 braci którzy szli z nim przybrali postać pomniejszych drzewców i tak wraz ze swymi zwierzęcymi kompanami ruszyli. Reszty zbyt dobrze nie pamiętam gdyż parę ziaren później przeszył mnie tak wielki ładunkiem zlej i dobrej energii, ze straciłem przytomności i ocknąłem się niesiony na rekach przez swego brata który został przeszyty dzida ryboludzi. W drodze do portalu powiedział mi tylko ze smoki w podzięce za uratowanie ich jaj oraz kryształu przywróciły go do życia. Walka podobno była bardzo długa i ciężka gdyż w Wodza Centaurów wpełzł jakiś potężny nekromanta pod postacią zjawy, jednak Gerdanosowi udało się mu go wypędzić a centaur wrócił z powrotem w laski smoków. Po powrocie do Gaju wróciły także pozostałe grupy druidów przynosząc wieści iż w pozostałych częściach świata wszystko jest w jak największym porządku a ze nasi Drzewcowi mentorzy i przyjaciele rzekli iż w pewnym momencie poczuli ze ponownie zastała równowaga i ze niebezpieczeństwo minęło. Wieczorem na cześć wielkiej wygranej urządziliśmy z braćmi wielka zabawę przy pitnym miodzie oraz wyśmienitej strawie. Robiłem wtedy za głównego kucharza oraz przygrywałem na mandolince pykając sobie swe ulubione zioło. Oto historia która mogła zmienić losy całej historii mój drogi przyjacielu teraz wszak weź ode mnie te fajeczkę i sobie popykaj a ja zagram Ci piękną Balladę jaka napisałem z okazji wielkiej wygranej…
By A.P.
Księżniczka była młodą inteligentną kobietą której odwaga przerasta niejednego zacnego paladyna. Zamknięta w swej komnacie postanowiła odpocząć od otaczających ją problemów i przeanalizować raport…a raczej pamiętnik z wyprawy Nadwornego skryby Akal’esha. Książka ta miała w sobie coś niezwykłego..krew, pot, łzy w niej zawarte sprawiały , iż czytając można było dokładnie wyobrazić sobie tę sytuację i ulec jej emocją.
„Nasza grupa ponownie udała się do tajemniczej biblioteki, wzniesionej chyba przy pomocy samej magii, gdyż sprawiała wrażenie stojącej na wodzie. Na czele dzisiejszej wyprawy nie stała księżniczka Valeria tylko arcy mag Elurin. O ile jego umiejętności w sztukach tajemnych nie budziły żadnych niepokojów, to nie przejawiał talentu organizacyjnego naszej władczyni. Mając to na uwadze przekroczyłem wraz z grupą śmiałków magiczny portal.
Poprowadził on nas w okolice miejsca gdzie zakończyła się nasza poprzednia przygoda. Zainteresowaliśmy się zawaliskiem skalnym na krańcu obecnie opuszczonej wioski. Parę(naście) butelek pierwszorzędnego valeryjskiego bimbru, które na wszelki wypadek miałem przy sobie, połączone z zaklęciem kuli ognia otworzył nam przejście, wzbudzając przy tym tumany pyłu. Wnętrze groty okazało się, podobnie jak kiedyś miasto, zamieszkane przez specyficzny rodzaj trolli. Szybko huk zaklęć, szczęk oręża i jęki konających bestii wypełniły całą jaskinię. w plątaninie korytarzy i półek skalnych odnaleźliśmy kolejny portal, po przekroczeniu którego znaleźliśmy się w bardzo dziwnym miejscu.
Korytarze zdecydowanie zostały zbudowane przez istoty rozumne, na ścianach widać było rozliczne ozdoby. Zdecydowanie opuściliśmy obszar zajmowany przez trolle. W niewielkiej odległości od nas zamajaczyły ludzkie sylwetki. Wojownicy ci byli przyodziani w dziwne szaty a twarze chronili za maskami wykonanymi z czaszek (Czy ludzkich? Któż to wie). Nie mieli najmniejszego zamiaru negocjować, ruszyli w naszą stronę a jedyne słowa jakie usłyszeliśmy to były inkantacje zaklęć.
Naszej heroicznej walce z oddali przypatrywała się tajemnicza postać, wyróżniająca się spośród reszty kolorem maski. Arcy mag dowodzący naszą drużyną stwierdził chyba, że mamy za mało przeciwników na głowie i postanowił go sprowokować. Po chwili szala zwycięstwa przechylać zaczęła się na stronę naszych wrogów. Coraz liczniejsze rany odnoszone przez członków drużyny valeryjskich czempionów nie wróżyły dobrze. Duch nasz jednak był silny i nie ustępowaliśmy przed mrocznymi siłami. W pewnym momencie przywódca tych tajemniczych istot zaczął inkantować potężne zaklęcie celując w środek naszej drużyny. Arcymag Elurin najwyraźniej rozpoznał czymże ono było bo rzucił się naprzód i przyjął je całe na siebie. To było jednak za dużo, nawet jak na tak potężnego maga. Widząc jego śmierć zmobilizowaliśmy się do nadludzkiego wysiłku i pałając żądzą zemsty rzuciliśmy się na sprawcę tego nieszczęścia.
Wrogowie leżeli pokonani, niestety pośród ich ciał widać wyraźnie było szatę naszego arcy maga, obecnie nadpaloną i zakrwawioną. Po sprawdzeniu czy loch faktycznie jest oczyszczony z plugastwa i podziękowaniach od ducha człowieka, na którym były tu przeprowadzane eksperymenty, ruszyliśmy przygnębieni z powrotem do Valerii, niosąc jednocześnie radosne wieści o zwycięstwie i przygnębiające o stracie najpotężniejszego książęcego maga.”
Czytając ostatnie słowa Księżniczka powoli zamknęła księgę. Światło padające z wielkich okrągłych okien sugerowało iż nadchodzi kolejny ranek….
Koszt many: 24
Umiejętność, którą możemy użyć tylko stojąc w magicznym kręgu np. pentagram. Po udanej inkantacji w naszym plecaku tworzy się przypisany do naszej postaci Arkanistyczny kryształ, który zwiększa moc czarów Druida. Dodatkowo będąc w party czar ten wzmacnia także członków drużyny. Czym więcej Druidów stoi w kręgu tym relatywnie większe wzmocnienie dla nas oraz reszty towarzyszy.
Koszt many: 24
Czar, który po udanej inkantacji leczy przez pewien czas nasze rany. W przypadku zatrucia naszej postaci czar służy jako odtrucie. Po udanym odtruciu czar przestaje działać.
Koszt many: 32
Dzierżona broń zostaje wypełniona ognistą energią. Efektem tego czaru są dodatkowe obrażenia od ognia.
Koszt many: 24
Czar ten zmniejsza otrzymywane obrażenia naszej postaci od broni przeciwnika, którą na nas użył.
Koszt many: 32
Druid przywołuje burze, która atakuje piorunem stworzenia w około naszej postaci.
Koszt many: 24
Przywołanie roju owadów, które ranią swe ofiary żądłami wypełnionymi trucizną. Rój ten jest niebywale agresywny.
Koszt many: 10
Przywołanie wróżki, bądź wróżek w zależności od naszego miejsca na przywołane stworzenia. Wróżki skupiają się na atakach magicznych.
Koszt many: 10
Przywołanie Impa, bądź Impów w zależności od naszego miejsca na przywołanie stworzenia.
Przywołane stworzenia ponoć generują ujemną karmę.
Koszt many: 34
Przemienia naszą postać w drzewca. Skutek czaru owocuje zwiększoną szybkością czarowania, oraz zwiększonymi obrażeniami naszych czarów. Niestety czar zmniejsza naszą szybkość poruszania się oraz stajemy się bardziej podatni na obrażenia od ognia.
Koszt many: 50
Czar ten zadaje obszarowe obrażenia od ognia.
Koszt many: 40
Czar ten zadaje obszarowe obrażenia od zimna oraz pozostawia na celu efekt zamrożenia.
Koszt many: 40
Czar ten pozwala nam omamić humanoidalne stwory, które będą wykonywać nasze polecenia.
Koszt many: 32
Czar pozwalający nam przebiec niezauważonym przez agresywne stworzenia.
Koszt many: 50
Czar ten generuje olbrzymie obrażenia.
Koszt many: 70
Podczas trwania tego czaru czaru nasza postać oraz przywiązane zwierzę może zostać wskrzeszone.
Koszt many: 50
Zwiększenie mocy pozostałych czarów Druida.